suplementy i odżywki
 
stare 10-10-09, 13:30   #1
vlk
Niedorzecznik Prasowy
 
Avatar vlk
 
Zarejestrowany: Sep 2008
Skąd: nie pamieta
Postów: 1,685
Artroskopia - kiedy nie można uciec przed operacją

Czasem w życiu trenującego trafiają się kontuzje, jakich nie da się
wyleczyć nawet najfajnieszymi tabletkami i kolorowymi pigułami i
konieczna jest wizyta na sali operacyjnych. Jednym z częstszych
zabiegów jaki przechodzą bywalcy siłowni jest artroskopia kolana.
Zabieg uchodzi za mało inwazyjny i stosunkowo szybko można powrócić po
nim do uprawiania sportu. Niestety jak niebawem się okazało "mało" i
"szybko" to bardzo szerokie pojęcia.

Problem

W czasie głębokiego (pozdrawiam środkowym paluchem wszystkich, którzy
twierdza ze takie przysiady pomagają kolanom) strzeliła mi łękotka.
Badania wykazały, ze nie wytrzymała łękotka przyśrodkowa. Lekarze byli
pewni, że pojawiła się na niej torbiel. Różnili się tylko co do tego
czy są na niej świeże niewielki pęknięcia czy stare źle zagojone
blizny.
Kłopoty z kolanem miałem od dawna. Do siadów potrzebowałem
coraz dłuższych rozgrzewek, żeby móc je normalnie wykonać. Po treningu
czułem przeszywający ból w stawie, pojawiało się uczucie uciekającego
kolana. Mimo to ćwiczyłem dalej. Do czasu. Teraz wszystko miała
rozstrzygnąć artroskopia.



zabieg wyglada tak. fotka za rehasport.pl

Arrrrrrr? Wtf...?!?
Artroskopia przeprowadzana jest albo pod narkozą, albo częściowym
znieczuleniem. O tym co stanie się z pacjentem decyduje anestezjolog.
Sam zabieg teoretycznie wygląda na prosty. Lekarz robi nacięcia o
długości ok. 1 cm. Przez jeden z otworów wprowadza mikrokamerę. Drugim
wsuwa narzędzia, którymi naprawia lub usuwa uszkodzone części łękotki.
W ten sam sposób można przeprowadzać rekonstrukcję ACL i inne zabiegi. Zostańmy przy łękotce.
- Stary ja też to miałem- zapewniał mnie znajomy lekarz. - Zrobili mi
artoskopię rano, a wieczorem byłem już w pubie i piłem piwko -
pocieszał. Znajomy na pewno nie kłamał. Nie wziął jedynie pod uwagę,
że on pochodzi z kraju należącym do Wspólnoty Europejskiej od dawna i
tamtejszym ludziom bliżej do cywilizacji niż nam. Ja na skórze
sprawdziłem jak artroskopia jest przeprowadzana w polskich warunkach,
w ramach świadczeń finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia.


Dzień I

O godz. 8 zgodnie z zaleceniami zameldowałem się w szpitalu. Po
załatwieniu papierkowych formalności i spuszczeniu ze mnie połowy
strzykawki krwi do badań wylądowałem na łóżku. Było już po szpitalnym
śniadaniu. Więc nie załapałem się na "smakołyki" sponsorowane przez
NFZ. W porze obiadu dowiedziałem się, że przysługuje mi tylko cienka
zupka. Później do zabiegu nic nie jem. Pić mogę tylko wodę, ale też do
północy. Dla osoby, która przywykła do jedzenia co 3 godziny zaczęły
się tortury. Starałem się przede wszystkim spać i nie myśleć o żarciu.
Udało się.


Dzień II
Przed godz. 10 zawieźli mnie na salę. Anestezjolog zdecydował się na
znieczulenie w kręgosłup. Łaskawie przed zrobieniem zastrzyku podał mi
do żyły jakiś ogłupiający środek. - To żeby się pan rozluźnił -
powiedziała lekarka. Później kazała zrobić mi koci grzbiet. Zdążyłem
tylko pomyśleć: "przecież na treningu tego się nie robi" i następna
rzecz jaką pamiętam to chwilą jak przerzucali mnie sapiąc na stół
operacyjny i znowu kimałem. Następne wybudzienie było mnie miłe.
Słyszałem jak lekarz karze podać sobie wiertła, później rozległ się
jakiś mechaniczny gwizd. I znowu kimałem. Ocknąłem się już na
szpitalnym łóżku. Trafiłem na salę pooperacyjną. Nie czułem nóg i
reszty siebie będącej poniżej pasa. Sprawdziłem, byłem w komplecie. Z
nogi wystawała mi plastikowa rurka przyczepiona do jasnego
plastikowego zbiorniczka, do którego miała spływać ropa czy krew
sączące się z ran. Do końca pobytu w szpitalu nic tam nie kapało.
Lekarz obsłużył mnie perfekcyjnie.
Czucie wróciło mi po kilku godzinach. Lekarze zabronili mi wstawać z
łóżka do końca dnia.

Dzień III
Dowiedziałem się wreszcie co mi zrobiono na artroskopii. Wycięto
kawałek łękotki. To nie jedyne zmiany w kopycie. Stwierdzono pokaźną
chondromalację II i III stopnia. Lekarz zdecydował się na wykonanie
iluś tam nawierceń na kości. Teraz kość ma zagoić ładnie i przestać
boleć. Dostałem też kule do zrobienia pierwszych kroków po zabiegu.
Pokuśtykałem od razu tam gdzie król chodzi piechotą. Na więcej
spacerów nie miałem siły. Pot lał się ze mnie jak po 30 min cardio.
Przepotwornie bolała mnie opuchnięta noga, więc pokornie musiałem
wrócić do łóżka. Z godziny na godzinę czułem się lepiej.

Dzień IV
Najcudowniejsze słowo tego roku to: "wypisujemy". Tak zadecydował
ordynator i kilka godzin później byłem wolny. Niestety opuchnięta noga
nadal bolała. Miałem kłopot z założeniem spodni, posadzeniem tyłka w
samochodzie. Noga zginała się w bardzo niewielkim zakresie, a każdemu
ruchowi towarzyszył ból.
Dostałem zestaw leków. Pigułki to: reparil i dicloratio. Zestaw
uzupełniło 10 strzykaweczek z clexane 40 - lek przeciw zakrzepowy.
Przez 10 dni mam robić sobie sam zastrzyki w bandzioch.

Dzień VII

Kontrola u lekarza. Dalej chodzę z kulą. Ale nie ma już takiej
opuchlizny i bolesności. Czuję się już lepiej a na 3 piętro dostaje
się w ciągu minuty, a nie trzech jak było zaraz po wyjściu ze
szpitala. Lekarz też był zadowolony ze swojej roboty. Niestety nadal
mam zakaz chodzenia. Mam głównie leżeć. Jeśli nie dam organizmowi
odpoczynku to wszystkie nawiercenie pójdą w diabły i kolano posypie
się do końca.
Dostałem też do wykonywania kilka prostych ćwiczeń. Przy każdym
ortopeda powtarzał, ale "żadnych obciążeń, żadnych". Moja rozpiska
treningowa składa się z uginań i napinań nóg. Wszystko po to, aby
zapobiec utracie mięśni i wzmacniać te, które są, aby mogły utrzymywać
w kupie całe kolano.


Dzień XVII
Jestem nadal na zwolnieniu lekarskim. Właśnie zdjęto mi szwy. Rany
goją się dobrze, ale... Wreszcie miałem okazję pogadać z lekarzem o
szczegółach zabiegu i powrotu do zdrowia. Na pytanie kiedy mogę zacząć
robić przysiady zostałem trafiony salwą śmiechu. Mam zapomnieć o nawet
najmniejszym obciążaniu kolan. Inaczej całe nawiercanie pójdzie w
diabły i konieczne będą inne zabiegi. Szczegółów nie zapamiętałem, ale
na pewno w jeden z głównych ról występowały śruby. Wystraszyłem się.
Jedynym plusem całej sytuacji jest kolejne zwolnienie lekarskie. W
pracy odpoczną ode mnie miesiąc.


Dzień XXI
Zaczynam rehabilitację. Chodzę na laser i pole magnetyczne. Nie zbyt
wierzę w efekty, ale może miło się rozczaruję.





Artroskopia

plusy
- szybko wypuszczają ze szpitala
- dzięki pooperacyjnej opuchliźnie miałem łydkę jak najlepsi z Mr O.
- zwolnienie lekarskie
- szpitalna dieta rewelacyjnie redukuje
minusy
- zabiego może jest mało inwazyjny, ale odzyskanie pełnej sprawności
zajmuje dużo czasu
- zabieg jest także badaniem, nigdy nie wiadomo co w jego trakcie wyjdzie na jaw
- konieczność rozbratu z prawdziwym treningiem[/quote]
  Odpowiedź z Cytatem
stare 11-10-09, 16:50   #2
delta
Moderator: mma
 
Avatar delta
 
Zarejestrowany: Sep 2008
Skąd: Piekiełko
Postów: 4,907
Bardzo ładnie i czysto opisane. Wszystko co napisałeś mógłbym odnieść do mojego zabiegu. Wilk też pewnie znalazłby coś dla siebie. Co do szybkiego powrotu do zdrowia. Mi to zajęło kilka miesięcy od zabiegu. Dużo spotkań z Fizjoterapeutą i klika wizyt u lekarza by ściągnął płyn który zbierał się w kolanie.
__________________
http://duzak.mybrute.com
  Odpowiedź z Cytatem
stare 12-10-09, 17:26   #3
vlk
Niedorzecznik Prasowy
 
Avatar vlk
 
Zarejestrowany: Sep 2008
Skąd: nie pamieta
Postów: 1,685
dzięki za dore słowo

dzisiaj wróciłem z kolejnej wizyty

dostalem skierowanie na laser x 30

oraz jakis nowy srodek Structum - ponoc lek sprzedawany na recepte a z opisu jaki znalazlem w sieci jego skladnik to chondroityna znana z wielu supli...
  Odpowiedź z Cytatem
stare 16-10-09, 02:36   #4
Spinaker
Turysta
 
Zarejestrowany: Sep 2008
Postów: 8
Widać każdy przypadek jest inny. Ja miałem usuwany fragment pękniętej łąkotki i jakieś tam ciała błony maziowej (co to było nie wiem, nieważne). Operacja w piątek, wyjęcie tej rury z kolana w poniedziałek Ból praktycznie jak ręką odjął. Potem tylko czułem to, że skórę miałem poranioną.

W poniedziałek zacząłem też już chodzić bez kul, tzn. asekurowałem się tylko nimi, więc dość szybko zaczęły mi mięśnie z powrotem pracować. Tego samego dnia (poniedziałek) zacząłem rehabilitację ala "czary mary" (jakieś prądy, krioterapia, laser). Kupiłem również ortezę (taki stabilizator na kolano), żeby w wypadku picia nie przekroczyć przypadkiem zakresu ruchu i nie rozwalić sobie kolana.

Rehabilitantka odradziła jakiekolwiek robienie przysiadów (jakaś młoda), więc zapytałem drugiego fizjo Młody koleś, widać że kumaty (chęć do pracy) kazał robić przysiady w takim zakresie ruchu jakim mogę i rozciągać mięśnie (niesamowicie mi się pościągały [miałem zakres ruchu koło 30*], bo przez 2 tygodnie przed operacją nie chodziłem (pęknięta łąkotka w moim przypadku oznaczała zablokowany staw). Po niecałych 2 tygodniach wrócił mi maksymalny zakres ruchu w kolanach, jak i z każdym następnym tygodniem wracałem do pełni sprawności. Inna sprawa, że rehabilitację trochę zaniedbałem, gdybym się przyłożył o wiele szybciej bym wrócił do jakiejś formy.

Rehabilitacja ruchowa była we własnym zakresie wraz z konsultacją z fizjo.

vlk: Co do uczucia "uciekającego kolana" to dziwne, bo pojawia się to po urazach więzadeł. Swoją drogą ciekawe jest, CO Ciebie bolało w kolanie. Łąkotka, jak i tkanka poniżej (tkanka chrzęstna szklista) nie są unerwione. Chyba że miałeś już staw zajechany do kości, ale to jakoś, wg mnie, mało prawdopodobne, bo byś musiał mieć wstawioną protezę.

Ostatnio edytowane przez Spinaker ; 16-10-09 o 02:39.
  Odpowiedź z Cytatem
stare 16-10-09, 02:46   #5
Spinaker
Turysta
 
Zarejestrowany: Sep 2008
Postów: 8
EDIT:
Oczywiście leki przeciwbólowe (tylko przez 3 dni brałem) i przeciwzakrzepowe też brałem.
Co do minusów artroskopii...
1) "zabieg jest także badaniem, nigdy nie wiadomo co w jego trakcie wyjdzie na jaw"
Lepiej, żeby to wyszło podczas zabiegu, niż byś sobie miał skręcić nogę i pozrywać więzadła, bo miałeś zerwane więzadła krzyżowe i o tym nie wiedziałeś.
2) "konieczność rozbratu z prawdziwym treningiem"
Nie ma co narzekać, jak nie teraz to później. Tyle, że później może być gorzej.
3) "zabiego może jest mało inwazyjny, ale odzyskanie pełnej sprawności zajmuje dużo czasu"
Jak dużo czasu zabiera odzyskanie sprawności zależy od tego, co było robione podczas operacji. Jeżeli nic nie było z więzadłami to dosyć szybko - pare miesięcy to max. Jeżeli przeszczep (rekonstrukcja) więzadła to może być gorzej... Po rekonstrukcji ACL niby wraca się do treningów wyczynowych po roku średnio. Inna sprawa, że proces ligamentyzacji (zamieniania przeszczepu, czyli fragmentu ścięgna [bo czymś trzeba przeszczepiać]) trwa 2-3 lata... Co nie znaczy, że nie można być sprawnym już po roku


BTW: Moderatorzy, może naprawcie to edytowanie...

Ostatnio edytowane przez Spinaker ; 16-10-09 o 02:47.
  Odpowiedź z Cytatem
Odpowiedz

Tagi
artroskopia, chondromalacja, kolano, kontuzja, łękotka łąkotka, rehabilitacja, szpital

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Wyłączony
Skocz do Forum


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 22:15.

 

Powered by vBulletin® Version 3.7.2
Copyright ©2000 - 2014, Jelsoft Enterprises Ltd.
Spolszczenie: vBHELP.pl - Polski Support vBulletin
Copyright Body-Factory.pl
A vBSkinworks Design

 

Hurtownia Odżywek



Dzisiaj polecamy




Fight24.pl


SDW.PL - Sport Dla Wszystkich
Gladio fight club